O adopcji drugiego psa myślałam intensywnie od prawie roku. Był to czas kiedy chciałam dać dom każdemu psu jakiego widziałam w schronisku, na ogłoszeniach czy słyszałam od znajomych. Nie miał dla mnie znaczenia wygląd, wiek czy stan zdrowia. Jestem behawiorystką, więc wiedziałam na co się piszę, byłam przygotowana na wszystko!

 

Któregoś wieczora przeglądałam strony z fundacjami zajmującymi się stricte mopsami. Nie brałam pod uwagę mopsa od początku, bo doskonale wiem jakie obciążenia zdrowotne idą za tą rasą. I nie chodzi mi o to, że się ich bałam – tylko wiem jak wiele te psy muszą przecierpieć, żeby chociażby normalnie oddychać. Na profilu jednej z fundacji zobaczyłam ogłoszenie, w którym była informacja o kilku odebranych mopsach i poszukiwaniach dla nich domów. Pomyślałam, że wypełnię ankietę, która uczyni mnie kandydatem na dom tymczasowy dla jakiegoś mopsa – ale nie liczyłam na to szczególnie bo wiedziałam doskonale jaka jest teraz moda na tę rasę.

 

Odezwali się do mnie ludzie z fundacji z informacją, że psiaki z ogłoszenia mają już swoje domy, ale jest jedna mopsiczka, która według nich świetnie by się odnalazła w naszym domu. I tego wieczora poznałam Nalę 🙂 

 

Dowiedziałam się tyle, że była już w kilku domach tymczasowych – nikt jej nie chciał bo choruje na tarczycę i .. jest stara (ma 9 lat). Poprosiłam o jakieś zdjęcie małej i przepadłam bez reszty 🙂 Jeszcze tego samego wieczora ruszyła procedura adopcyjna. Doskonale wiedziałam, że Nala musi trafić do nas. Pamiętam, że siedziałam przed laptopem, na kanapie siedział mój mąż i mama, a ja gapiłam się na jej zdjęcie i płakałam.. Płakałam bo tak bardzo chciałam, żeby była już z nami.

 

zdjęcie Nali z domu tymczasowego

 

Następnego dnia około godziny 21:00 dostaliśmy telefon od zarządu fundacji z informacją, że nasz wniosek o adopcję Nali został przyjęty i za kilka dni przyjedzie do nas z pod Warszawy. W sobotę 28 sierpnia Nala przyjechała pod nasz dom i kiedy wysiadła z samochodu po prostu się rozpłakałam. To uczucie, kiedy wiesz, że właśnie dajesz prawdziwy dom drugiej istocie jest nie do opisania..

Nala weszła do naszego domu jak do siebie – podeszła do Leona, powąchała go, obejrzała każdy kąt i położyła się ze mną na łóżku. Od tamtej pory stałam się jej człowiekiem 🙂

 

Pierwsze tygodnie

 
Pierwsze tygodnie, to było poznawanie jej, tego co lubi, czego nie lubi i obserwowanie jej relacji z Leonem. Na szczęście ten ostatni punkt przebiegał bardzo sprawnie, psy się polubiły. Leon stał się dla niej cudownym towarzyszem! Na spacerach ogląda się co kilka metrów za nią, żeby sprawdzić czy jest. Dzieli się zabawkami i przysmakami, biegają razem po ogrodzie, i zachęca ją do szczekania na obcych za płotem 😀
 
Bardzo ważne było dla nas to, żeby zachęcić ją do aktywności, do zabawy i do otworzenia się na nowe rzeczy. Nie zawiodłam się, bo wystarczyło kilka prób i dostrzeżenia w niej tego co lubi, by oddała się w pełni zabawie, a nawet treningom!
 
Ciągle się poznajemy, każdego dnia nas zaskakuje – nową umiejętnością, nowym wydanym dźwiękiem, podskokiem z radości, czy podgryzaniem w prośbie o zabawę.

 

 

Zdrowie jest najważniejsze!

 
Z racji wieku Nali zdecydowaliśmy, że najważniejszym punktem podczas pierwszych wspólnych miesięcy będzie zadbanie o jej zdrowie. Zaliczyliśmy pierwszą podróż pociągiem do weterynarza, zrobiliśmy komplet badań, odrobaczań i szczepień. Czeka nas jeszcze zabieg sanacji jamy ustnej.
 
To co było dla nas też szalenie ważne, to jej dieta. Do tej pory była na suchej karmie, z którą sobie po prostu nie radziła. Jej zęby nie były w zbyt dobrym stanie i gryzienie dużych kawałków karmy powodowało u niej frustrację i spory dyskomfort. Jak najszybciej umówiliśmy się do dietetyka zwierzęcego, który zaproponował nam puszki o bardzo dobrym i prostym składzie. Do tego dobraliśmy suplementy na stawy (Nala ma dysplazję stawów biodrowych) i tarczycę. Dostaliśmy też pomysły na przekąski dla niej na lickimacie i posiłki stały się przyjemnością i super zabawą przy tym wszystkim.
 
Dużo pracy jeszcze przed nami w kontekście jej zdrowia: czyszczenie zębów, prześwietlenie i prawdopodobnie rehabilitacja. Ale mała jest z nami dopiero miesiąc, a w jej życiu i tak sporo się zmieniło! Dlatego wszystko robimy powoli i bez pośpiechu.
 

Zmiany w domu

 
Adopcja Nali to nie tylko wprowadzenie nowej diety, zakup szelek czy zabawek. Myśleliśmy trochę szerzej o tym i musieliśmy dostosować dom do jej dysplazji stawów i trudności z poruszaniem się. Dzięki uprzejmości jednego z moich obserwatorów (ściskam Cię Konrad!) dostaliśmy rampę, po której Nala może wchodzić na łóżko bezpiecznie i nie trzeba jej wnosić ani znosić. Od początku wiedzieliśmy, że będzie spała z nami tak jak Leon.
 
Przestawiliśmy też łóżko tak, żeby nie spadła w nocy, bo lubi leżeć na poduszce za głową. Kupiliśmy (w końcu!) duży dywan, dzięki któremu psy nie ślizgają się na panelach podczas zabawy czy treningów. Dokupiliśmy do kuchni szafkę na smakołyki, suplementy itd.
 

Czy jakoś zmieniło się nasze życie w związku z jej adopcją?

Oczywiście! Moja rutyna dnia i tryb pracy musiał się zmienić diametralnie i obecnie wygląda to tak:
 
8:00 – pobudka. Czasem szybciej, ale nie ukrywam, że sen jest dla mnie super ważny i potrzebuję go więcej, dlatego pozwalam sobie dłużej pospać.

Nala po przebudzeniu dostaje tabletkę na tarczycę, bo musi ją brać na czczo. Pół godziny po tabletce zwierzaki dostają jeść. Następnie jest spacer z psami i siadam do pracy.

Około godziny 13:00 – 14:00 jest obiad. Mopsy dostają wtedy jakieś zabawki do wylizywania jedzonka + swoje probiotyki. Potem jest czas na zabawę, treningi. Tutaj też psiaki często wychodzą na ogród i tam wspólnie pracujemy.

16:00 – spacer z każdym psem osobno. To jest moment, w którym mogę poobserwować każde z nich, odczytywać lepiej ich sygnały i spędzić z nimi czas w pojedynkę.

Wieczory to już różnie – zazwyczaj koło 20:00 ostatni spacer i kolacja, zabawy pluszakami. Wtedy Leon znosi je wszystkie do łóżka i zasypia z nimi 😀

W tym wszystkim jeszcze jest zabawa z kotem, ale to zazwyczaj robię w przerwach od pracy, albo korzystam z okazji, gdy psy są na ogrodzie 🙂 Żaden zwierzak nie może czuć się zaniedbany!

 

 

Jak było i jak jest teraz?

 
Przyjechała do nas jako pies, który się nie bawił, jadł suchą karmę, a spacery nie były zbyt długie. Teraz bawi się szarpakiem, pluszakami i piłkami wszelkiej maści. Spaceruje po lesie nawet 40 minut dziennie (+ krótkie spacery)! Przeszła na dietę puszkową ułożoną przez dietetyka z suplementami i poznaje nowe smaki. Ma aktywne posiłki, treningi, zabawy węchowe, psiego kompana i swoich ludzi. Wierzę, że będzie i jest z nami szczęśliwa. 🙂

A poniżej możecie zobaczyć zdjęcie Nali z przed paru tygodni wykonane przez Asię z Rudy Kadr. Widzicie ten uśmiech?! 🙂

 

Odbierz darmowy e-book!

 

ZAPISZ SIĘ NA LISTĘ OSÓB ZAINTERESOWANYCH WARSZTATEM!

 

ZAPISZ SIĘ I OCZEKUJ NA PIERWSZĄ WIADOMOŚĆ!

 

POCZEKAJ! Mam dla Ciebie 18 darmowych planerów do pobrania!

 

Zapisz się na listę osób zainteresowanych!

* Zapisując się na newsletter, wyrażasz zgodę na przesyłanie Ci informacji o nowościach, promocjach, produktach i usługach Koty i Psy Andrzejewskiej. Zgodę będziesz mogła w każdej chwili wycofać, a szczegóły związane z przetwarzaniem Twoich danych osobowych znajdziesz w polityce prywatności.